
Ich wollte mit Ihnen die Gedanken teilen, die mir jedes Mal in den Sinn kommen, wenn ich übers Wochenende in meine Heimatstadt zurückkehre. Es ist die Kleinstadt 10k, in der ich in den 90er und 2000er Jahren aufgewachsen bin. Früher war dieser Ort voller Leben, und heute habe ich den Eindruck, dass er sich langsam zu einem lebendigen Freilichtmuseum entwickelt.
Am sichtbarsten ist dies auf den Straßen. Es gab eine Zeit, in der die Kinder nach der Schule überall herumliefen, die Spielplätze überfüllt waren und überall viele junge Leute waren. Heute? Leere. Auf meinen Spaziergängen komme ich fast ausschließlich an älteren Menschen vorbei.
In den letzten Jahren wurden eine Schule, einige Kneipen und eine Kneipe geschlossen.
Viele Häuser stehen leer. Alte Menschen sterben und junge Menschen wollen nicht hierher zurück. Häuser, die zum Verkauf stehen, stehen schon seit Jahren, weil es keinen Abnehmer gibt, aber das ist kein Wunder.
Der Bus in die größere Stadt fährt nur dreimal täglich. Ohne eigenes Auto ist man hier von der Welt abgeschnitten.
Alle meine Freunde aus der Schulzeit gingen entweder in Provinzstädte oder ins Ausland. Ich selbst habe das Gleiche getan, weil die Jobaussichten dort mit einem Billigjob oder einem örtlichen Lagerhaus mit dem niedrigsten landesweiten Lohn enden. Null Entwicklungsaussichten.
Das Schlimmste ist die allgegenwärtige Stille und das Gefühl, dass dieser Ort keine Zukunft mehr hat. In 10-15 Jahren, wenn die älteren Generationen verschwunden sind, werden diese Gebiete völlig leer sein.
https://i.redd.it/ngxr8vbdn5eh1.jpeg
Von 9Laser
18 Kommentare
Tak to niestety wygląda, Polska gminna i powiatowa wymiera, o ile nie jest w pobliżu dużego miasta. I to nie jest dobry trend, miasta będą zatłoczone, mieszkania absurdalnie drogie.
Tak z ciekawości, co w przeszłości było głównym miejscem zatrudnienia? Był jakiś zakład?
Co wy z tymi autobusami, małe miasteczka umierają nie przez brak autobusów a przez, że młodzi ludzie nie chcą pracować fizycznie w lokalnej fabryce czegoś tam, gdzie kierownictwo traktuje ludzi jak niewolników. Rodzice przechodząc to, sami pakują i wysyłają dzieci na studia do dużych miast, aby tam mogli mieć lepsze życie. To, że będzie jeździł autobus nie spowoduje, że zmieni się mentalność lokalnych przedsiębiorców ani to, że młodzi zaczną tu wracać, żeby dojeżdżać do pracy w dużym mieście 1,5h w jedną stronę.
Tak jest wszędzie poza największymi miastami. Mieszkam w małym miasteczku 35km od stolicy i od paru lat w centrum w weekendy absolutna cisza, nie słychać ani młodzieży, ani aut, nic totalnie. Nawet pijaczek nie drze ryja, Jak widzę dzieci na boiskach czy placach zabaw to mówią po ukraińsku bądź ewentualnie po angielsku. To i tak nie jest jeszcze najgorzej, bo moje miasteczko to takie aspirujące na sypialnie Warszawy.
Są w Polsce wioski / gminy, gdzie najmłodszy mieszkaniec jest już nastolatkiem i od lat nikt się nie urodził. To smutne, zgadzam się.
Taki los czeka większość mniejszych miejscowości, szczególnie w Polsce wschodniej. Zostanie big five i parę „mniejszych“ dużych miast, a prowincja stanie się taka jak w rosji, gdzie wioski zarastają bo nikt już tam nie mieszka. U mnie, w miałym miasteczku wschodniej Polski od paru lat stoi pusty lokal na rynku bo nikt nie jest zainteresowany wynajęciem go. Pksy zlikwidowane, roboty za dużo nie ma, jest szkoła podstawowa, kiedyś było liceum ale po reformie (dodanie 7 i 8 klasy) mało kto się do niego zapisał i już wogóle nie funkcjonuje. Prowincja się zwija i już nic raczej tego nie zatrzyma. Normalny proces. Ludzie ciągna do miast bo na wsi i miasteczkach nie ma praktycznie nic.
Nie chcę stalkować, ale czy to jest Brzozów? Bo dość dobrze kojarzę to miasto
Dlaczego to traktować jako problem? Naturalny rozwój, bo w większości cywilizowanych krajów jest podobnie. Są wyjątki, na przykład Holandia, ale bardzo nieliczne, bo na przykład Skandynawia lub kraje Europy południowej wyludniają się jeszcze silniej na prowincji.
Dlaczego wstawiłeś jakieś zimowe zdjęcie? Przecież teraz to zapewne wygląda znacznie lepiej.
Sam jestem z takiej miejscowości, i jak widzę ceny mieszkań w takich dziurach po 10 tys z metra to w cale się nie dziwię że ludzie uciekają
Ale za to w dużych miastach tłok.
Zdjęcie które można dać do Wikipedii do hasła depresja.
Samemu jestem z miasta które liczyło w latach 2000 blisko 80 000 mieszkańców. Dzisiaj mamy blisko 60 000 i jest to miasto głównie emerytów. W naszym mieście z pomnikiem seksownego człeko-konia – swego czasu tętnił przemysł ciężki taki jak elektrownie węgla, kopalnie węgla, huty aluminium, i wiele innych. Miasta robotnicze stawiały domy kultury, które dzisiaj są kompresowane w jedno dla redukcji kosztów, gdy to przemysł już się zautomatyzował i zwyczajnie nie ma pracy. Zakład elektrobudowlany też był swego czasu utworzony na potrzeby elektrowni.
Zarazem w dużych miastach nie wydaje się być lepiej, gdzie koszta utrzymania są droższe, trzeba więcej pracować (albo w specjalistycznych pracach) i zgaduję że jakość życia jest bardziej skromna chociażby jeśli chodzi o wielkość przestrzeni osobistej.
Nie mniej, mi się podoba zdjęcie, ładny klimat. Ja osobiście mam sentyment do swojego miasta. Mam tu dobre wspomnienia, dużo dobrych ludzi tu poznałem. Choć serce mi się kraje, jak na przykład zamiast odrestaurować stary – prosty w utrzymaniu – amfiteatr, chcieli go wyburzyć, zamówili za milion projekt jakiegoś futurystycznego z trawą na dachu którego konserwacja nie jest na kieszeń miasta – a ostatecznie planują go wyburzyć. Serce mi się kraje jak burzą zabytki tak jak szkołę talmudyczną obok synagogi, i mimo że konserwator poszedł siedzieć – tak nie tak dawno inny prywaciarz zaniedbał kamienicę pisarki Essowej do tego stopnia – że popadła w ruinę uprzednio przez lata grożąc zawaleniem i blokując ulicę.
I jak wracam na „stare śmieci“, to tak myślę sobie, że kto ma wnieść jakąś inicjatywę do tego miasta, jak nie my? 🤔 ostatnio coraz częściej myślę o tym, aby zrobić jakieś spotkania twórcze dla zainteresowanych, wydarzenia organizowane przez miasto wydają się być jakieś… Niszowe.
To w gminie Silent Hill?
My z mężem myśleliśmy po covidzie o przeprowadzce do jakiegoś wypizdowa bo praca zdalna. Finalnie tego nie zrobiliśmy, bo czekaliśmy jak się to rozwinie, no i wiadomo wyszło jak zwykle.
Szansa dla takich miejscowości byłaby dobrze zaplanowana imigracja. Ale nie, lepiej narzekać na każdego, kto obcy, nawet jeśli jest on z najbliższego nam kulturowo kraju.
O to tanie mieszkania zapewne
Ja lubię uderzyć na wschodnią ścianę z okolic Warszawy odwiedzam miasteczka 5-15k i to dosłownie miasta duchy i mówimy tu o wakacjach, lecie fajnej pogodzie a na ulicach dosłownie pustki, zero third places no w głowie mi się odpala ten słynny cytat z coda 4 „Fifty thousand people used to live in this city. Now it’s a ghost town…“, jestem w szoku jak przebiega katastrofa demograficzna na tamtych obszarach, warszawa z obwarzankiem zasysa dosłownie jak silnik odrzutowy wszystko od Gołdapii po Bieszczady. Lubię odwiedzać wschodnią ścianę bo ludzie mają tam inny mental ale to dosłownie umieralnie…
Jeśli chodzi o te słynne domy, to na pewno znaleźliby się chętni, ale obstawiam, że powystawiane za 1,5mln i ani centa mniej
Nie do końca rozumiem, czemu to jest zawsze odbierane jako „coś złego“. Struktura państw podlega ewolucji tak, jak wszystko inne. Jedyna rozsądna opcja to akceptacja.