
Als ich gestern zur Arbeit ging, bemerkte ich, dass auf meiner Brust ein Zettel mit dem Foto aufgetaucht war. Ich muss zugeben, dass sie mir den Tag versüßt hat! 😂 Hochkultur, sehr banales Problem 😅
https://i.redd.it/roocspgk9vdg1.png
Von SpecuAgent
5 Kommentare
Ja akurat lubie sluchac jęków sasiadek, taki fetysz :p
Niestety jedna po urodzeniu dziecka zaprzestała dalszych praktyk seksualnych 🙁
Sąsiadka z góry ma psiura który szczeka codziennie od 22 do 1 w nocy, od tak mimo iż lokatorzy siedzą w mieszkaniu i nie przeszkadza im to i mają w dupie że pies napier**** zaklocajac ciszę nocna, na klatce oczywiście wywieszka żeby pilnować bydlaki by nie szczękały nocą, ostatnio sąsiad zrobił awanturę na cały blok, zjebał aż miło postraszył policja i jak narazie odpukać pilnują tego bydlaka
Jedna upierdliwa rodzina trzymala na korytarzu w bloku swoje rzeczy – wózki, rowerki, sanki, buty no po prostu wszystko.
W końcu administracja wywiesiła ogłoszenie na głównych drzwiach se zgodnie z zasadami ppoż trzeba to usunąć i daje czas do końca miesiąca (było jeszcze na to z ok 2 tyg do końca)
Rzeczy miejsca nie zmieniły mimo ostrzeżenia. Po paru dniach nowego miesiąca rzeczy zniknęły, ale nie przez właściciela tylko ktoś ze spółdzielni musiał nad ranem je zabrać.
W efekcie kobieta z tego mieszkania zaczęła chodzić po wszystkich mieszkaniach na piętrze i dosłownie z wrzaskiem pytać gdzie zabraliśmy jej rzeczy, wołać o zwrot i próbowała wbić się do mieszkania xD
A gdy mówiliśmy jej o komunikacie wywieszonym na drzwiach to że ona nie potrafi czytać bez okularów i nie widziała co tam jest.
U nas była wojna polsko- polska o dzieci bawiące się na dziedzińcu bloku. Mieszkałam kiedyś w bloku (budownictwo na owe czasy nowe, bo blok chyba z 2014r.), pełno młodych małżeństw, pełno dzieciaków w podobnym wieku, blok był zbudowany w ten sposób, że jego kolejne elementy były ułożone wokół wewnetrzengo dziedzińca z trawą po środku, były jakieś japońskie ogrody ze żwiru i ogólnie miało być elegancko. Jak te wszystkie niemowlaki podrosły do wieku dzieci szkolno- przedszkolnych to bawiły się na dziedzińcu + malowanie kredą po chodnikach + jakieś pikniki na trawie. Z perspektywy rodzica super sprawa- wypuszczasz dziecko na dziedziniec, bawi się z innymi dziećmi na zamkniętej przestrzeni, można sobie miło porozmawiać z innymi rodzicami, z perspektywy bezdzetnych mieszkańców to raczej musiało być męczące (krzyki, ruch, sztuka współczesna na eleganckich chodniczkach). W pewnym momencie zaczęły się pojawiać karteczki z wymianą gorzkich żali. A jak wspólnota chciała przerobić jeden z japońskich ogrodów na mały placyk zabaw to była taka wojna, że powietrze na klatkach można było kroić nożem. Potem przyszła jesień, zima, dzieci były w domu i się to jakoś rozeszło po kościach.
My mamy sąsiadów z Erasmusa, Hiszpanie. Mieszka ich w jednym mieszkaniu chyba 5 osób i lubili sobie robić imprezki do 1 albo 2 w nocy w tygodniu – muzyka, głośne śmiechy, głośne rozmowy. Której nocy grubo przesadzili, słyszałam jak ich bezpośredni sąsiedzi walili w ścianę ale Hiszpanie dalej radośnie się bawili.
Podejrzewam że nikt nie chciał do nich iść ani wzywać policji, no bo w końcu obcokrajowcy, więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Napisałam wiadomość, bardzo uprzejmą, że cieszymy się że tu mieszkacie i podoba nam się wasza energia ale Polacy lubią spać i prosimy bawić się maksymalnie do 22, itd. Wrzuciłam w google translate żeby przetłumaczyło na hiszpański, aby uniknąć sytuacji że oni nie rozumieją angielskiego i jedną taką kartkę wrzuciłam im do skrzynki a drugą przykleiłam na ich drzwi wejściowe. Sytuacja miała miejsce w lato, a od tego czasu nie było ani jednej imprezy 🙂