Es wird so viel über Prävention als Grundlage des Gesundheitssystems gesprochen. Vielleicht ist es an der Zeit, weltweit erprobte Lösungen in Polen einzuführen?

    Die Geschichte reicht bis zur Pandemie zurück, die die körperliche Verfassung und Gesundheit der Polen erheblich beeinflusste. Der damalige Gesundheitsminister war mit der Frage der Angabe des Kaloriengehalts von Gerichten, die in Gastronomiebetrieben serviert werden, nicht einverstanden. Ich glaube, dass diese Idee zum Nutzen der gesamten Gesellschaft in die öffentliche Debatte gebracht werden könnte.

    Das Problem der Fettleibigkeit betrifft etwa 35 % der Bevölkerung, und Übergewicht oder Fettleibigkeit betrifft fast 70 %.
    https://www.nfz.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-centrali/masa-ciala-i-wzrost-dane-niezbedne-dla-zdrowia-publicznego,8745.html

    Dies ist ein Faktor, der die Leistungsfähigkeit des polnischen Gesundheitssystems erheblich beeinträchtigt, und ein Bewusstsein für die Problematik ist unerlässlich.

    Ein umfassender und einfacher Zugriff auf den Kaloriengehalt von Gerichten in Restaurants könnte zu einer deutlichen Verbesserung dieser Situation führen. Menschen, die wissen, wie viel Nahrung sie tatsächlich (auch nur ungefähr) zu sich nehmen, neigen dazu, ihre Nahrungsaufnahme zu kontrollieren.

    Solche Lösungen gibt es bereits in den USA und Japan.
    https://londynek.net/newslajt/article?jdnews_id=28622

    Problem nadwagi i otyłości w Polsce
    byu/DiaVoll2 inPolska



    Von DiaVoll2

    Share.

    19 Kommentare

    1. Better_Cry_2231 on

      No podawanie usa w tej kwestii to najlepszy wybórniech tania spożywcze stanieją restauracje które spaitowały przez covid zaczna sie otwierać a nie kebaby czy żabka może jakaś dobra edukacja dzieci w tym temacie prócz XD robienia bezsensownych testów ah to wychowanie sportowe uczymy dzieci które nie chcą być sportowcami by zniechęcać do ruchu od samego młodego wieku zamiast gimnastyki piłka nożna czy siatka poziom rozgrzewki to żart poziom edukacji na temat jedzenia to żart

    2. ZookeepergameLive109 on

      Ludzie ostatnio zaczęli reagować agresją jak im się mówi, że liczyć kalorie obserwować bo nagle każdy grubas jest przewlekle chory. Także raczej by się to nie sprawdziło

      To siedzi w głowie i bez edukacji od małego ciężko ludzi uświadomić bo zawsze się coś znajdzie żeby się tylko nie przyznać do lenistwa

      Wyczuwam dużo minusów swoją drogą xd

    3. wigglepizza on

      Byś musiał wprowadzić masową nie edukację, ale indoktrynację dietetyczną, żeby to zadziałało. Co to da, że napiszą kalorie jak dla większości to będą śmieszne cyferki.

      Popatrz sobie na moich rodziców, to dla nich abstrakcja, kupują jedzenie w sposób nieprzemyślany przez co zostaje, nie wyrzucą przenigdy jedzenia i o ile samo się w lodówce nie zepsuje, to potem wlatuje stary kotlet na kolację i dochodzą kalorie. A mama płaczę, że nie może schudnąć.

    4. Quirky_Replacement21 on

      Nieźle, że w bańce redditowej prawie każdy post zaczyna sie od „chodzę na siłownię“, a rzeczywistość jest diametralnie inna. I nie mówię, że te osoby kłamią, tylko wskazuję na fałszywy obraz swiata jaki mogą kreować social media.

      Tak wiem, że powiedziałem mega oczywistą rzecz xD

    5. Z mojej obserwacji wydaje mi się, że znacznie większy wpływ na problem nadwagi i otyłości w polsce ma znacznie wyższa cena nieprzetworzonej żywności w porównaniu do przetworzonej oraz brak czasu i zmęczenie po pracy. Dla dużej części osób praca na etat to 9-10h wyjętych z dnia, więc spora część z tych osób nie będzie miała ani sił ani chęci do gotowania po pracy. No i też trzeba coś zjeść w pracy, a przetworzone jedzenie jest (zazwyczaj) tańsze i szybsze.

    6. Myślę, że sedno tkwi w tym, co się je w domu, bo to ma miejsce kilka razy dziennie, a nie w restauracji.
      Zresztą, na czipsach i batonach jest napisana kaloryczność. Czy to powstrzymuje? Chyba nie za mocno

    7. Jednak Polacy jedzą głównie w domu.

      Ja bym się zastanowił czemu Trump tego jeszcze nie wycofał? Przecież to czysty komunis? Może dlatego, że to zabija lokalne biznesy? Nie wiem czy tam są jakieś wyjątki podane ale tak na szybko taki wymóg powoduje, że McD nie ma problemu, bo u nich wszystko zautomatyzowane, w każdej restauracji to samo od lat podają, już to mają policzone i tak. Natomiast lokalny kebs, pizzeria czy bar mleczny ma problem, bo nakłada składniki na oko, stosuje zamienniki i nie jest wielką korporacją, żeby sobie zatrudnić ludzi do policzenia czy ten kurczak na takim oleju to wciągnie X ml tłuszczu czy Y ml tłuszczu.

      Takie widzę zagrożenie, jako typowy Pan Maruda. Chociaż to do (nomen omen) wyważenia czy więcej jest plusów czy minusów i jak się przez zagrożeniami ustrzegać.

      Problem oczywiście jest realny i trzeba myśleć co z nim zrobić.

    8. Można by zacząć od wywalenia mylącego nutri score. Albo zmiany go tej żeby był obowiązkowy i nie wprowadzający w błąd

    9. Mogą sobie pisać co im się żywnie podoba, 90% ludzi w menu jedyne cyferki które czytają to gramatura i cena. Większość ludzi obecnie żyjących w Polsce dorastała w czasach biedy i niedoboru wszystkiego, więc nadal w przeciętnym domu dużo, tłusto i słodko znaczy „dobrze”.
      Do tego dołóż to co już ktoś pisał, po 10-12h w pracy (+dojazdy) mało kto ma czas i ochotę jeszcze na zakupy i stanie przy garach.

      A to że na każdym rogu są reklamy słodyczy czy fastfoodow też nie pomaga. A nie po to armia specjalistów pracuje nad smakami żeby przeciętny przeżuwacz świadomie wybrał eko-marchewkę zamiast „soczystego burgera z colą”.

    10. Potential-Actuary906 on

      To może się wypowiem jako osoba która w okolicach 17 roku życia zaczęła mieć bulimię.

      W społeczeństwie obecnie jest jakaś schizma, gdzie z jednej strony mamy nacisk na „zdrowe odżywianie“ a z drugiej jesteśmy zasypywani wysokokalorycznym gównem. Przy czym „zdrowe odżywianie“ najczęściej jest sprzedawane jako strach przed przetworzoną żywnością, restrykcyjna dieta (nawet jeśli nie jeśli chodzi o kaloryczność to o produkty), straszenie „chemią“ i obsesyjne myślenie o konkretnym składniku jako dobry (obecnie białko) a o innym jako zły (tutaj to zależy od banki, może być to tłuszcz, może być to cukier). Ewentualnie rzuca się w ludźmi ogólnikami w stylu RYBY SĄ ZDROWE, i chuj, nikt nie wie jak działają kalorie.

      Problem polega na tym że ludzie są zasypywani sprzecznymi informacjami i jedzenie „zdrowo“ staje się stresujące i trudne. Ludzie nie trzymają swoich diet odchudzających bo nie lubią tego co na nich jedzą. Bardzo mało kto jest w stanie odciąć się kompletnie od tzw „pustych kalorii“ typu słodycze, a przez to że mają wbite że to złe to potem czują poczucie winy co prowadzi do spirali. W skrajnych przypadkach jak mój, prowadzi to do zajadania stresu, cyklicznych głodówek, próbowania kolejnych diet, obżerania się i wywoływania wymiotów.

      Żeby utrzymać faktyczną drową dietę trzeba przede wszystkim naprawić swoją relację z jedzeniem. Trzeba nauczyć się jak zrobić zbilansowany posiłek który jest dla ciebie smaczny. Trzeba się nauczyć że tłuszcze w diecie muszą być. Że błonnik jest istotny. Że jedzenie objętościowo i mało kalorycznie nie rozwiązuje wszystkiego. I przede wszystkim że nie ma nic złego w zjedzeniu czegos słodkiego. Że raz na jakiś czas chipsy są ok. Że jak zjesz sałatkę a na deser wafelka, to nie ma w tym nic złego. Z drugiej strony – że może 4 tłuste kiełbasy nie są wcale rozsądnym wyborem, że może nałóż sobie 2, do tego warzywa i zobacz czy dalej jesteś głodny.

      Poza dietą ćwiczenia też mają u nas złą sławę. Dla wielu ludzi jedynym doświadczeniem z ćwiczeniami jest chujowe wychowanie fizyczne. Ludzie są przepracowani i nie mają czasu na chodzenie na siłownię bo z dojazdami praca zajmuje im ponad 10 godzin. Nikt nigdy im nie pokazał ciekawych i bezpiecznych ćwiczeń które można wykonywać w małym mieszkaniu na minimalnym sprzęcie. Co do spacerów – jak się mieszka wśród ulic i betonozy to się nie ma ochoty nigdzie wychodzić, szczególnie w smrodzie i smogu. Jak teraz mieszkam przy lesie to się po prostu ma ochotę wychodzić.

      Dochodzą jeszcze badania lekarskie gdzie lekarz osobie z nadwagą powie że ma schudnąć 10 kilo i ćwiczyć, ale w sumie to często to wygląda jak shame’owanie za bycie grubym bez jakichkolwiek faktycznych rad lub skierowania do specjalisty.

      Tl;dr ludzie mają chujowe relacje z jedzeniem, system służby zdrowia nic nie robi dla ludzi z nadwagą a edukacja w tym zakresie ssie.

    11. W Macu tabelki są dostępne, w restauracjach już nie, ale czy myślisz że otyłość bierze się ze stołowania w restauracjach? Ja obstawiam chipsy i Colę, a tam kaloryczność jest podana wprost.

    12. Według mnie to przede wszystkim problem braku porządnej edukacji w szkole.

      Sama pamiętam, jak kiedyś wmawiano mi głupty w stylu, że jedzenie białego chleba jest zdrowsze niż np. kurczaka i że chleb powinno się jeść codziennie, a mięso najlepiej tylko raz w tygodniu. Nie mówiąc już o codziennych czekomlekach w podstawówce/gimnazjum. Przecież to sam cukier był (ja się po nich źle czułam, więc mi rodzice jako jedynej w klasie nie wykupowali).

      Nie pamiętam też lekcji ze zdrowego odżywiania się na późniejszych etapach edukacji poza podstawówką, gdzie w podstawówce było to właśnie na zasadzie piramidy żywienia, która wg mnie nic nie daje, a wręcz była (za moich czasów) błędna.

      Brak też zdrowego promowania ruchu – ruch to nie tylko „gała“ czy „siatka“, a to był główny temat 90% lekcji wf, gdzie dla mnie, osoby do dziś nie lubiącej wszelkiego rodzaju gier zespołowych, był to koszmar. Lekcje „z programu“ typu gimnastyka, kozioł itp. (które lubiłam) odwalaliśmy na jak najmniejszej ilości lekcji, by tylko wpisać oceny i potem znowu piłka. Byłam największym przeciwnikiem wysiłku, nawet do sklepu obok jeździłabym samochodem, ale teraz uprawiam sport 5 dni w tygodniu i chodzę pieszo gdzie się da, bo mam kondycję dzięki odnalezieniu aktywności, które lubię.

    13. Chciałabym żeby restauracje podawały kalorie posiłków. Ulatwiloby mi to życie, bardzo! Jak na razie wspomagam się fitatu i ich szacowaniu kalorii ze zdjęcia.

      Długo mi zajęło nauczenie się dobrego żywienia. Tego jak liczyć kalorie (liczy się przed obróbką termiczną), odczuwanie sytości i głodu, itp. Ale jakoś daję radę, sama na własną rękę to ogarniam.

      Mamy fajną stronę rządową gdzie za darmo można umówić się z dietetykiem online (oferują wiedzę, a nie gotowe plany jedzenia). Jest tam taki pdf dobrego talerza chyba, gdzie pokazują trzy kroki do poprawy jakości jedzenia (np w 1 dodaj warzywo, w 2 ogranicz mięso w tym jednym posiłku na tydzień, itp)
      https://ncez.pzh.gov.pl/

      Ale ja się o tym dowiedziałam przez przypadek (:

    14. True-Information1700 on

      Ludzie są po prostu głupi i leniwi. Szczerze przestałem z tym walczyć no chyba że ktoś ze znajomych, przyjaciół zapyta mnie o radę. Nigdy w życiu nie miałem nadwagi i nigdy mieć nie będę bo jest to banalnie proste. Jak ktoś jest dorosły i nie potrafi poczytać kilku etykiet i zrobić rachunku sumienia czy faktycznie „mało je“ czy tylko takie copium mu wjeżdża no to o czym my mówimy. Polacy piją alko na potęgę a to jest za pewne powód nr1 nadwagi i otyłości. Pijesz puste kalorie a i apetyt na zagryche jest no nie? No właśnie…a do tego jeszcze jakaś fajeczka i jest super :).

    15. fluffy_doughnut on

      Potrzebna by była masowa edukacja całego społeczeństwa, bo jedzenie w restauracjach to najmniejszy problem. Ludzie nie mają pojęcia o kaloryce, o makroskladnikach. Patrzę na moich rodziców chociażby – uważają że jedzą w miarę okej jak chodzi o zdrowie, ale narzekają że powoli im ciągle kg przybywa i nie mogą schudnąć.

      A ja wiem dlaczego przybywa – bo jak się codziennie wcina kilka owoców („przecież zdrowe”), a wieczorem do filmu paczkę orzeszków to nie ma siły, żeby tłuszczu nie przybywało. Śniadania, obiady jedzą takie w miarę, tylko diabeł tkwi w tym podżeraniu. Chociaż jak widzę ile oleju moja mama leje na patelnię żeby usmażyć kurczaka z warzywami to też interweniuje i mówię, że wystarczy 3x mniej i po co tyle tego leje. Ojciec to w ogóle tkwi w mentalności sprzed 40 lat jak chodzi o odchudzanie – w tamtych czasach jak ktoś się odchudzał to po prostu prawie nic nie jadł. Więc on też zaczyna mega mało jeść w ciągu dnia, słania się na nogach i wieczorem zasiada do uczty XDDDDD i ciągle nie rozumie dlaczego mu rośnie brzuch. Bo przecież to niemożliwe że jak będzie jadł normalne porcje w ciągu dnia, ale bez podjadania pomiędzy i bez najadania się orzeszkami na noc to ten brzuch mu się zmniejszy.

    16. Moim zdaniem jeśli ktoś jest gruby od jedzenia w restauracjach to raczej nie jest typowym polakiem.

      Typowy polak jest gruby od przekąsek które kupuje w sklepach. Ciężko zrobić zakupy bez bycia naganianym do kupna batoników/chipsów i całej reszty badziewia. Mam wrażenie że niezdrowe jedzenie do połowa oferty sklepu i ulokowane jest tak że nie da się tego ominąć.

      Do tego jest sporo produktów reklamowanych jako „zdrowe picie dla aktywnych dzieci z dodatkiem witamin“ a w rzeczywistości to woda z cukrem i dodatkiem odrobiny soku byleby można było reklamować to jako coś zdrowego. Albo wszelkiego rodzaju fit sałatki bez tłuszczu z dużą ilością białka, niby super ale sos dodawany do nich to cukier wymieszany z olejem palmowym. Takie rzeczy powinny być jakoś regulowane bo to sroga patologia na którą łapie się większość społeczeństwa.

      No i w szkołach mogliby przyłożyć większy nacisk na edukację żywieniową. Ale nie liczyłbym że państwo cokolwiek pomoże. Za moich czasów to nawet po zajęciach WF nie dawano nam wody, tylko szło się do sklepiku i kupowało się słodką HopCole na spółkę z paroma ziomkami xD

    17. Ale to są jakieś działania pozorowane. To, że ktoś będzie mail taką informację, nic nie zmieni. Trzeba wpływać na styl życia i promować aktywne środki transportu.

    Leave A Reply